Aktualności

30 listopada 2025

Ośmiornica z globusa i steampunkowy kapelusz

aktualności

Kolaż zdjęć przedstawiający stworzone kreacje.

Przy odrobinie kreatywnego wysiłku wytłoczki po jajkach, stary globus czy kable i śrubki mogą się okazać doskonałą bazą do jedynych w swoim rodzaju artystycznych kreacji. Sprawdźcie, co Paulina Kalinowska z Pracowni Orange w Morągu opowiedziała nam o koncepcji i realizacji swojego projektu “EkoKreacje – od odpadów do sztuki”.

Katarzyna Lipska: Opowiedz proszę, na czym polegał projekt “EkoKreacje” i jak wyglądała jego realizacja.

Paulina Kalinowska, liderka Pracowni Orange w Morągu: Zamysł – i w efekcie realizacja – był taki, że grupa młodzieży będzie do nas przychodziła przez dwa tygodnie na takie zajęcia wakacyjne, podczas których będą robić coś z niczego. To “coś” to konkretnie miało być jakieś spektakularne nakrycie głowy i biżuteria. Na końcu była zaś przewidziana sesja fotograficzna. Wszystko rozpoczęliśmy od zbierania materiałów. Ogłosiliśmy na Facebooku, że będziemy potrzebować różnych materiałów, różnych zużytych rzeczy, które ludzie mają w domu, i rzeczywiście przynosili nam fajne gadżety – różne elementy elektroniczne, kabelki, materiały, guziki, puszki, butelki. Zbiórka materiałów trwała zarówno przed rozpoczęciem zajęć, jak i w trakcie – uczestnicy często sami przynosili brakujące elementy z domu, inne braki uzupełniliśmy np. z pomocą panów, którzy zajmują się naprawianiem drobnej elektroniki. Z rekrutacją na zajęcia nie było problemów: dzięki naszej sporej sieci obserwujących i ogłoszeniach w szkole zebraliśmy grupę chętnych nastolatków dość szybko. No i się zaczęło.

Pierwszego dnia zajęliśmy się projektowaniem. Uczestnicy rysowali, rzucali swoje pomysły, korzystali też z AI, bo nie mieliśmy problemu z tym, żeby po prostu wygenerować sobie różne pomysły. Szukali też inspiracji wśród istniejących już w internecie, np. wśród artystycznych kreacji zaczerpniętych z hollywoodzkich gali, łączyli ze sobą różne inspiracje, żeby stworzyć własne. Patrzyli też na to, jakie materiały mamy zebrane, co można by wykorzystać, i z tego czerpali dużo inspiracji. Z tego całego zbioru pomysłów wybraliśmy to, co rzeczywiście chcieliśmy zrobić, i przystąpiliśmy do dzieła.

Takich warsztatowych dni było 10 – każdego dnia 12 uczestników pracowało nad swoimi projektami przez 2,5h. Mój zamysł był taki, że cała dwunastka będzie się po kolei zajmować jednym projektem (projektów było łącznie 8), ale szybko od tego odeszliśmy, bo było tak, że każdy chciał się zajmować swoim pomysłem zgodnie też ze swoimi umiejętnościami. Ostatecznie więc kilka projektów było robionych naraz. W trakcie pracy… No, to był po prostu miód na moje serce, jak np. zobaczyłam 12-letniego chłopca przy maszynie do szycia, który mnie pytał: “proszę pani, a ta łapka do kota to zrobić taki wykrój, czy bardziej taki? Pani mi trochę pomoże i będę szył” (śmiech). Faktycznie, trochę mu tylko pomogłam i szył – i super im to wychodziło. Korzystaliśmy też z całych zasobów Pracowni Orange, czyli z drukarki 3D, bo chłopcy sobie projektowali jakieś elementy biżuterii, które na niej wydrukowali, z plotera laserowego, na którym wycinaliśmy ozdobne elementy z filcu. Maszyny do szycia oczywiście szły w ruch. Wielki bałagan przez dwa tygodnie (śmiech). A dwa ostatnie dni to były sesje zdjęciowe – też dla nich nowe doświadczenie. To było oczywiście dobrowolne, nie zmuszałam ich do udziału w sesji – jedni chcieli, inni nie, mieliśmy też dwie osoby z zewnątrz, które zgłosiły się do nas w charakterze modeli.

Później był też wernisaż, na który uczestnicy przyszli ze swoimi rodzinami i przyjaciółmi. Wydrukowaliśmy tę wystawę na płótnie – wisi u nas do dzisiaj. Uważam, że jest fenomenalna, bo mamy te zdjęcia wydrukowane na płótnie, a obok nich te elementy, które wytworzyli uczestnicy. Zdarzało się, że nauczyciele przychodzili z całymi klasami zwiedzać tę wystawę w ramach lekcji plastyki. Chcę, żeby ta była ona taka “wędrująca” – przypuszczam, że nie będzie krążyła po całej Polsce, tak jak niektóre wcześniejsze projekty, ale tutaj lokalnie na pewno.

Możesz opowiedzieć o jakichś przykładowych projektach, które najbardziej zapadły Ci w pamięć?

Jest taki kot, uszyty ze skrawków materiału przez wspomnianego 12-letniego chłopca i jego brata. Pomysły na tego kota były różne – miał mieć drapak, miał sam się drapać. Ostatecznie jednak zwyciężyła opcja spokojna, bo ten kot śpi sobie na poduszce. Dodam jeszcze, że do każdego projektu musieliśmy drukować na drukarce 3D opaskę do włosów, żeby można było to potem zainstalować modelowi na głowie. Właśnie do tej opaski przymocowaliśmy najpierw poduszkę, a później tego kotka ze szmatek i… Tu były po drodze różne dramaty, bo skończył się ten materiał, z którego chłopiec zaczął szyć, trzeba było zaakceptować fakt, że koty są kolorowe i zrobić inną łapkę. Później też zaginęły gdzieś w akcji idealne, wyszperane guziki na oczka i nosek i trzeba było znaleźć nowe. Ostatecznie jednak kot jest absolutnie cudowny – modelka też świetnie wyszła na zdjęciu.

Inna fajna praca to ośmiornica, której bazą jest stary globus, który ktoś nam przyniósł, a macki chłopcy zrobili z wytłoczek do jajek, obcinając te wystające elementy – chyba były ich setki! – a potem je pomalowali i powkładali jeden po drugim na druty, fantazyjnie wycięte i powyginane. To piracka ośmiornica, więc zrobili jej też z kartonu czapkę pirata. Generalnie uczestnicy się bardzo cieszyli, bo ja z tego projektu kupiłam elektronarzędzia typu wyżynarka czy urządzenie multifunkcyjne, które niektórzy z nich mieli w ręku pierwszy raz w życiu. Mogli więc z nich korzystać, oczywiście po wcześniejszym mini-przeszkoleniu BHP, z użyciem gogli i rękawic ochronnych, i np. rozciąć ten globus takim elektronarzędziem, a nie było to łatwe. Ja też cieszyłam się, że w grancie nie było ograniczeń sprzętowych czy narzędziowych, bo realizujemy sporo takich projektów i te ograniczenia, że nie można wydawać pieniędzy na narzędzia i środki trwałe to dla nas spory problem, bo czasem nie da się bez nich zrobić tego, co chcemy. A wynajęcie sprzętu często kosztuje tyle samo, co kupno.

Jest jeszcze historia takiego kapelusza w stylu steampunk, zrobionego ze starych śrubek, elektroniki, kabelków itd. Projekt narysowała na pierwszych zajęciach jedna z dziewczyn – i gdy zaprezentowałam go innym, to wszystkim dosłownie opadły szczęki, było słychać tylko takie głośne “WOW”. Ona też zaczęła robić ten cylinder, zrobiła jego korpus, powybierała jakieś elementy z tych elektrośmieci. Ale po pierwszym tygodniu powiedziała mi, że wyjeżdża na wakacje i że nie będzie już dalej chodzić, więc przekaże ten projekt do skończenia komuś innemu. Tragedia! I dla mnie, i dla wszystkich innych – bo ten projekt był doskonały i ona wiedziała dokładnie, jak to wszystko ma wyglądać… i wolną ręką tak po prostu oddała ten projekt. Przekazałam to innej podgrupie – dziewczyny były przerażone, że coś popsują lub zrobią nie po jej myśli, ale wyszło super, spisały się na medal. Potem ta dziewczyna przyszła i też była zadowolona, że tak to właśnie miało wyglądać.

Gdyby ktoś chciał zrealizować podobny projekt u siebie, to jakich rad mogłabyś mu udzielić?

Hm, ja mojej grupy musiałam pilnować, bo… trochę za dobrze się czuli (śmiech). W pierwszym tygodniu jeszcze chciało im się pracować, ale ten drugi tydzień, jak już widzieli, że już tak dobrze im idzie i tak dużo mają zrobione (a wcale nie mieli tak dużo zrobionego), to już trochę się rozprężyli i przychodzili trochę jak na spotkania towarzyskie. Musiałam więc czasami sprowadzać ich na prawidłowe tory, żeby jednak trochę jeszcze popracowali. Ale poza tym, z dobrych rad – nie wtrącać im się za bardzo w to, co robią. Mam taki charakter, że coś tam sobie sama wymyśliłam i chciałam może coś im podpowiedzieć, ale oni mieli własne zdanie – i na dobre wyszło.

Rozmawiała Katarzyna Lipska