Aktualności

11 grudnia 2025

Anna Kucaba o projekcie “Blask recyklingu – od odpadu do arcydzieła”

aktualności

Plakat promocyjny

Co mają ze sobą wspólnego Gustav Klimt, kreatywne seniorki i plastikowe reklamówki? Okazuje się, że znacznie więcej niż można by się spodziewać. O swoim projekcie “Blask recyklingu – od odpadu do arcydzieła. Eko-warsztaty inspirowane sztuką Gustava Klimta” opowiedziała nam Anna Kucaba z Pracowni Orange w Raciechowicach.

Katarzyna Lipska: Jak wyglądał projekt Blask Recyklingu? Z jakich części się składał?

Anna Kucaba, liderka Pracowni Orange w Raciechowicach: Nasz projekt nosił tytuł “Blask Recyklingu – od odpadu do arcydzieła” i miał dodatkowy podtytuł “Eko-warsztaty inspirowane sztuką Gustava Klimta”. Składał się z 4 modułów. Pierwszym była kampania informacyjna połączona ze zbiórką odpadów, którą prowadziliśmy w okolicznych szkołach i przedszkolach. To było takie zaproszenie do udziału w projekcie, budowanie jego świadomości, mówienie o tym, czym jest recykling, upcycling, downcycling. Pojawiały się hasła, wokół których kręciły się nasze działania ekologiczne. Kolejnym działaniem było stworzenie panelu sensorycznego metodą “kulkową”, o której powiem więcej za chwilę. To była wielkoformatowa praca o wymiarach prawie 2 x 3 m, więc zajęło nam to sporo czasu – było to fajne, kolektywne działanie artystyczne. Mieliśmy też rewitalizację starych krzeseł, ponieważ akurat odbywa się u nas w Raciechowicach remont sali widowiskowej i mamy mnóstwo takich brzydkich, peerelowskich obitych skajem. To był nasz naturalny odpad, który mieliśmy do dyspozycji, więc fajnie, że coś udało się z tym zrobić – co prawda w niewielkiej ilości, ale to pokazuje, że coś faktycznie można z tym zrobić. Mieliśmy też działanie w naszym ogrodzie przypracownianym, gdzie stworzyliśmy kwietnik z opon. Rok temu realizowaliśmy z Eko-grantu pocket garden, więc ładnie nam się on rozrasta o kolejne elementy.

Skąd pomysł na to połączenie z Klimtem?

Jestem edukatorką artystyczną i wszystko, co robię, kręci się wokół sztuki – prowadzę zajęcia artystyczne, uczę plastyki i właściwie moja cała działalność w Pracowni Orange i w GOKiSie w Raciechowicach zawsze zahacza o jakieś działania artystyczne z różnymi grupami wiekowymi. Po prostu to lubię, to mnie inspiruje i jestem w stanie zawsze nawiązać do sztuki, przerobić każdy temat pod tym kątem, żeby uzyskać taką synergię. Wpadł mi do głowy tytuł projektu, ten “blask recyklingu”, który skojarzył mi się z Klimtem, a potem pomyślałam, że ten blask to też takie oświecenie, taka świadomość tego, że te odpady już nie są odpadami, tylko zasobami właściwie – i to właśnie ten proces “oświecenia”, a nie tylko sama dekoracja, która powstaje, jest w tym najfajniejszy.

Jak wyglądała realizacja tego projektu? Jak społeczność odpowiedziała na to, co zaproponowałaś?

Mam tutaj już swoich odbiorców, którzy wiedzą, że ja kombinuję ze sztuką różne rzeczy, więc kiedy się pojawiam i coś organizuję, oni mi ufają. To na pewno pomaga, że już kilka lat w ten sposób funkcjonujemy. Pomaga też czas wakacji, kiedy dzieciaki szukają pomysłu na czas wolny i chętniej się angażują, bo po prostu się nudzą i każdy czas spędzony wspólnie wokół czegoś jest wartościowy. Nie było to więc trudne, żeby ludzie przyszli i popracowali przy tym naszym ogrodzie, naszym kwietniku… Było jednak coś, co mnie zaskoczyło. Myślałam, że ten nasz panel sensoryczny zrobię w takiej mieszanej grupie, ale to się okazało zdecydowanie zbyt żmudne zadanie dla dzieci, które totalnie się przy tym nudziły. Wykonywaliśmy to w ten sposób, że reklamówki, folie, różne papierki owijaliśmy w kuleczki zawiązywane gumką recepturką, niewielkie, wielkości mniej więcej orzecha. Tych kulek powstało naprawdę dużo – to była praca dosyć nudna i dla dzieciaków okazała się nie do przejścia. Tu mnie zaskoczyły z kolei seniorki, które się pojawiły i które chętnie spędzały czas w ten sposób, rozmawiając na wszelkie tematy, trochę o historii sztuki, o motywie złotej jabłoni w naszym dziele, a przecież jesteśmy gminą sadowniczą. Było niemal jak przy darciu pierza (śmiech). Okazało się, że to dla nich idealna technika na te długie wieczorne rozmowy.

Czyli cały ten panel jest zrobiony z kulek recyklingowych? Na zdjęciu zupełnie nie wyglądał… plastikowo!

Tak, jest zrobiony z pozwijanych z plastikowych odpadów różnego typu kulek obwiązanych szmatkami pozbieranych w szkołach i przedszkolach oraz powygrzebywanych z własnych szaf. To w ogóle nie wygląda, jakby było z plastiku, odzyskane – ale właśnie taka jest sztuka! Od razu nie odsłania nam swoich tajemnic i musimy czasami poznać proces jej powstawania, żeby odczytać właściwe przesłanie.

Ile zajęło Wam stworzenie takiego panelu?

Panel powstawał dobre dwa miesiące. Zwykle jedno spotkanie trwało około dwóch godzin, więc wszystko tak się rozciągnęło. Ale powstały także cztery krzesła, które również były dosyć pracochłonne. Każde krzesło jest inspirowane innym obrazem, które panie same sobie wybierały – już po panelu, znając Klimta, znając te zasoby artystyczne. Wyłuskiwały wzory, które mogłyby się tam znaleźć, zastanawiały się, z czego można by to zrobić, z jakich nakrętek, z jakich sznurów, co mamy, co można by wykorzystać.

Krzesła również powstały z odpadów?

Tak, krzesła też są z odpadów, z materiałów nabytych w second handzie czy przyniesionych z własnych szaf. Trochę też malowaliśmy, bo ciężko było zacząć – więc pierwsze tło było malowane na prześcieradle i obiliśmy nim krzesło, a przy kolejnych pracach kombinowaliśmy inaczej. To była fajna droga, w której na różne sposoby można było to interpretować.

Co dzieje się teraz z panelem i z krzesłami? Czy można je gdzieś podziwiać?

Tak – stoją u nas w korytarzu. Dzielimy budynek ze szkołą muzyczną, więc przewija się tutaj mnóstwo dzieciaków, ale też dorosłych, ich rodziców. Krzesła stoją, a panel ma zamiar zawisnąć, a na razie stoi sobie oparty o ścianę. Już powstał plan, żeby stworzyć kolejny panel (śmiech).

A więc macie pomysły i chęci na kontynuację tego projektu?

Tak, myślę, że jeszcze powstanie kilka takich obrazów kolektywnych, bo to grupa składająca się z różnych osób, które nie miały okazji edukować się artystycznie, ale w którymś momencie swojego życia odkryły taką potrzebę twórczości. Wcześniej tworzyły kwiaty z bibuły, gotowały, udzielały się – ale nikt im nie powiedział, że potrafią. Dopiero teraz odkrywają, że potrafią rysować, haftować, malować, kiedy ktoś nad nimi czuwa i ich prowadzi, kiedy mają dostęp do narzędzi i technik. Ale nadal jest to grupa nierówna i osoby, które mają może jeszcze trochę zahamowań w tej swojej wolności twórczej, fajnie się odnajdują w takim kolektywnym działaniu, bo nie ma tam takiej obawy, że coś się zepsuje i będzie to widoczne, będzie “na mnie”. Technika jest z góry określona, jest rama, można w niej śmiało, odważnie działać i dyskutować. To fajne, integracyjne działanie. Panie już wybrały sobie kolejny obraz, taki ogród z milionem kwiatków, który idealnie pasuje do tych kulek.

Wygląda to świetnie nawet na zdjęciu, a podejrzewam, że na żywo jest jeszcze lepiej, z efektem 3D.

Tak, myślałam, że najbardziej będą się z tego cieszyć dzieci, bo będą mogły to sobie dotykać, przytulać się do tego – a okazuje się, że zupełnie inna grupa wiekowa przejęła to i sprawiło jej to dużo radości. Jak widać, ja też uczę się cały czas.

Czy masz już może pomysł na kolejny tego typu projekt? Jaki artysta będzie teraz w centrum uwagi?

Jeszcze nie mam, ale już zbliża się termin, pewnie koło kwietnia (śmiech) – więc myślę intensywnie! Na pewno nadal będzie to coś ze sztuką, bo muszę tę swoją grupę “odżywiać”. Myślę, że to będzie coś bardzo buntowniczego, bo takie tematy chodzą mi ostatnio po głowie.

Czekam niecierpliwie, żeby zobaczyć efekty!

Rozmawiała Katarzyna Lipska